|
|
środa, 03 stycznia 2007
Weekendy z Alicja z Daegu
Alice i DaeguAlice nie jest "tlumataczka". Jest prawdziwa tlumaczka, z ktora Lukaszi ma szczescie pracowac. Jest corka fotografow, dziewczyna o otwartym umysle i artystycznej duszy, przez co zupelnie nie wpasowuje sie w zatwardziale spoleczenstwo. Jej prawdziwe imie brzmi Bean Nari - rodzice splatali jej figla nadajac jej imie popularnego niegdys w Korei komika, ktorego znakiem rozpozawczym byla lysa glowa blyszczaca w swietle reflektorow... Razem spedzilismy wiele wspanialych chwil w naszych pokojach, sklepach, kawiarenkach (w tym takze noc Sywestrowa na wiezy Namsan Park w sercu Seulu [o tym w nastepnej czesci]).
"Ale sciemnia..."
fot. Paulini
fot. Paulini
Lukaszi z nieznajomym w ksiegarni Kyobo
fot. Paulini
fot. Paulini - Dekoracje swiateczne w Daegu
piątek, 29 grudnia 2006
Bozonarodzeniowy spacer po Gumi
Opuszczony dom nad rzeka, droga do pracy, parkBoze Narodzenie. Popoludniowy spacer po naszej dzielnicy zaowocowal cala masa ciekawych tematow do zdjec. Klimaty niekoniecznie swiateczne, ale za to wyjatkowe. Foto Anio.
fot. Paulini
Nasze Swieta w Korei
WigiliaPakuje juz manatki na pojutrzejszy wyjazd do Seulu (trzeba jechac, skoro sie juz jest w tej Korei), a to znaczy ze najwyzszy czas na sprawozdanie z Wigilii. Na szczescie, dla teskniacych za domem, w Korei nie odczuwa sie zbytnio klimatu swiat. Niewiele jest wokol symbolicznych drzewek, lampek, mikolajow i koled (chociaz w Deagu widzielismy piekna konstrukcje ze swiatelek i bernardyna zaprzegnietego do san Mikolaja...) Koreanczycy nie spedzaja Wigilii w gronie rodzinnym, tylko raczej wsrod przyjaciol. Chodza na kolacje, do kina, na imprezy. Ci mocno wierzacy, a jest ich cala masa (wokol mnie, najbardziej religijni sa protestanci i prezbiterianie, buddysci raczej bez przekonania), spedzaja swieta i sylwestra w kosciele. Siedza tam godzinami, tancza, spiewaja, jedza... bo kosciol to taki drugi dom. To wszystko pozwala zrozumiec dlaczego tak po prostu wyslali nas na szkolenie, ktore zahacza o te, tak wazne dla nas, swieta. Rodacy jednoglosnie zrezygnowali z ostatniej wycieczki na rzecz kolacji wigilijnej. Kilka osob wzielo sprawy w swoje rece i przygotowalo sale - wystroj, a przede wszystkim jedzenie, ktrore okazalo sie strzalem w dziesiatke! Z braku dostepnych srodkow nie bylo barszczu, tylko grzybowa; byl za to oplatek i bigos z kapusty pekinskiej (hit!!). Byly pierogi, krokiety i panierowana ryba. Naszymi goscmi byli koreanscy mentorzy, ktorym nikt nie powiedzial, ze oplatek to nie wafelek. Szkla nie bylo, przez co atmosfera pozostala raczej podniosla, jednak naprawde mila jak na Wigilie tak daleko od domu... Po kolacji pojechalismy do kosciola katolickiego na moja pierwsza w zyciu pasterke :). Kobiece glowy okryte bialymi chustami, pogaszone swiatla i delikatny blask swiec, piesni w wykonaniu choru, ktory ksiadz skomentowal jako nietrzezwy... (wedlug naszego informatora). Podczas mszy padly slowa "Polandy" i "Merry Christmasy", a kilka osob rozgladalo sie po sali, wiec poczulismy sie naprawde zauwazeni :) Po mszy zaciagneli nasza grupke do ogniska. Byly przekaski i soju, co bardzo rozgrzalo serca kilku naszych. Atmosfera swojska i rodzinna - naprawde wyjatkowa. Wieczor zakoczyla wymiana podarkow w scisle tajnym gronie. Dziekuje Wam drodzy przyjaciele za wspolne swieta na obczyznie :)
Anio, jak juz bierzesz aparat to wez tez baterie... Paulini dziekujemy za wszystkie zdjecia, gdyby nie ty... :)
Bigos - mieso bylo - mea culpa...
Lososiowe przekaski
Gumo-zelkowe slodkosci
Menago - Lukaszi Doboszi
Tlumaczka Lukaszi - Bean Nari vel. Alice
Przed kosciolem - "Jak ktos kupi swiece, to moze nas wreszcie wpuszcza..."
niedziela, 24 grudnia 2006
Weekendy z Moonczulem
Tama, rejs i strefa DMZMoonczol jest ksiegowym. Jest bardzo pocieszny i troche bojazliwy, przy czym zawsze otwarcie przyznaje sie do swoich slabosci. Monczul jest zmotoryzowany, ma stare auto - KIA (hmm KIE...?), w ktorym slychac kazda srubke, jak w moim starym kaszlu. Moonczul nie lubi swojej pracy i chce podrozowac po swiecie. Jego ojciec absolutnie nie chce o tym slyszec. Dwa tygodnie temu Moonczul zabral nas na piekna wycieczke, pod sama granice z Korea Polnocna. Po drodze zahaczylismy o najwieksza tame w Korei i poplynelismy stateczkiem na wyspe. Dalej w trasie potracilismy czlowieka (!!), ktory zawiany wylazl nam na droge. Na szczescie jechalismy bardzo powoli i nie sie nie stalo. Ci co spali, obudzili sie na dobre. Jednak od tej pory Moonczul nie mogl sie pozbierac. Gdy bylismy juz bardzo blisko, w strefie DM (patrz Paju), a slonce powoli zachodzilo za pieknymi szczytami gor Korei, kreta droge pokryla wartswa lodu. Bylismy sami, otoczeni pieknym, surowym krajobrazem. W momencie gdy jedyne auto jadace z gory zakrecilo baczka i zatrzymalo sie na zasniezonym zboczu, Moonczul zwatpil. Wspolnymi silami dobrnelismy do jednostki wojskowej, zasalutowalismy mlodziutkim, ale powaznym koreanskim zolnierzom i zawrocilismy. Nie zobaczylismy Korei Polnocnej, choc byla tak blisko, ale Moonczul wynagrodzil nam to pieknymi opowiesciami - o biedzie, falszu medialnym, szpiegach, o smutku i wspolczuciu koreanczykow po stronie poludniowej, ktory na codzien ginie gdzies w miejskim szumie.
Fot. Paulini
Fotoreporterzy
W rozklekotanym, ale przytulnym aucie Moonczula Fot. Paulini
Mala przystan - fot. Paulini
Moonczul
Fragment jednostki wojskowej przy DMZ - fot. Paulini
Fot. Paulini Pusan 3, rejs 2, rytual Voodoo na skaleKolejny weekend z Moonczulem. Tym razem Pusan. Spedzamy kilka przyjemnych chwil na kamienistym brzegu zatoki, po czym przemieszczamy sie w okolice skromniutkiego portu. Obok biednych, parterowych chalupek buduje sie wielkie i baaardzo atrakcyjne, (w oczach bogatych mieszkancow miasta), blokowisko o wymownej nazwie "I love View". Plyniemy w rejsik malym stateczkiem, oplywamy 6 skal, z ktorych jedna, w czasie przyplywu, ginie pod woda. Mamy wielkie szczescie, poniewaz sternik okraza klimatyczna skalke z latarnia - troche w stylu "The Ring", dzieki czemu mamy okazje obczaic bardzo rzadki i bardzo kosztowny obrzed Voodoo (!!). Kobieta w pieknym stroju tanczy na skalnym zboczu (czasem na boso, po ostrzach nozy, z prosiakiem na ramionach... - nie tym razem), a rodzina, ktora zaplacila za usluge, czeka na efekty jej magii. Celem calego obrzedu jest odeslanie zlych duchow, ktore nekaja bliskich, albo pozegnanie zmarlych, ktorzy nadal nawiedzaja zywych...
Zatoka Pusan - fot. Lukaszi
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Fot. Paulini
Zasluzony Samgyopsal - fot. Paulini
piątek, 15 grudnia 2006
Slub Young Ho
Wielkie koreanskie wesele -wprowadzenieW ciagu ostatnich lat w Korei przybylo malzenstw zawartych z milosci. Mimo to, nadal bardzo popularne sa zwiazki aranzowane. Rodzice lub przyjaciele umawiaja mlodych na randki w ciemno, ktore czesto po wzglednie krotkiej znajomosci owocuja malzenstwem, bedacym nie tylko polaczeniem dwoch osob, ale przede wszystkim dwoch rodzin. Milosc jest opcjonalna - wazne jest dopasowanie sie pod wzgledem rocznika (najlepiej jesli pan mlody jest 4 lata starszy od panny mlodej), statusu spolecznego i mozliwosci finansowych. Wesele jest uroczystoscia skierowana glownie do rodzicow, ktorzy zapraszaja swoich krewnych, przyjaciol i znajomych. Oprocz tego dochodza goscie pary mlodej, co daje w sumie okolo 400 osob. Na szczescie nie musimy wynajmowac sali weselnej, orkiestry, ani przygotowywac poczestunku. Wszystkim zajmuje sie wynajeta firma, a ceremonia odbywa sie w palacu slubow, ktory hurtem obsluguje kilkanascie par na raz. Hostessy - opiekunki rodziny - prowadza wszystkie osoby biorace czynny udzial w ceremonii doslownie za reke. Po szybkim slubie podzielonym na czesc nowoczesna (zachodnia) i tradycyjna (koreanska), mloda para zostawia gosci i jedzie na miesiac miodowy (ktory trwa tydzien) na jakas ciepla wyspe... Pan mlody ma najczesciej ~30 lat , a panna ~27. Wiaze sie to z obowiazkowa 2-letnia sluzba wojskowa dla mezczyzn. Ciekawy artykul o tradycji koreanskiego slubu (w wersji angielskiej) W stylu zachodnimPalac slubow, 4 pietra, na kazdym pietrze 4 sale i tlum gosci. W identyfikacji wlasciwej sali pomaga portret mlodej pary stojacy na sztalugach przed wejsciem. Wita nas pan mlody Young Ho we fraku, przedstawia rodzicom, ktorzy - podobnie jak my - czuja sie wyroznieni spotkaniem z cudzoziemcami podczas tak waznej ceremonii. Narzeczona w bialej sukni siedzi w specjalnie rozstawioym namiocie i pozuje do zdjec. Przed sala stoi stolik, przy ktorym oddajemy koperte ze zrzuta (prezent - piekny album o Polsce wyslany przez Marcinka:*) - jeszcze w drodze, gdzies miedzy Polska a Korea...), w zamian dostajemy kupony na jedzenie. Zajmujemy miejsca w sali slubow i od tej pory juz tylko sie dziwimy. Oprocz tego, ze panstwo mlodzi maja kamienne twarze, atmosfera wcale nie jest podniosla - przez caly czas trwania ceremonii wielkie drzwi na korytarz sa otwarte, a goscie stojacy z tylu komentuja wydarzenia nie sciszajac nawet glosu. Po zlozeniu przysiegi zaczyna sie przedstawienie: sa kolorowe swiatelka, banki mydlane, wybuchy, chorek uczennic panny mlodej (z zawodu nuczycielki) z papierowymi serduszkami... Na koniec Young Ho, z wielkim bolem (z natury jest bardzo skromnym i cichym czlowiekiem), wydaje z siebie okrzyk zdobywcy dla uciechy gosci. Podobno, czasem zamiast okrzyku sa pompki z mloda zona na plecach!!! Od tej chwili mam wrazenie, ze najwazniejszym elementem slubu jest pozowanie do zdjec. Nic nie dzieje sie spontanicznie - nawet bukiet rzucany jest 2 razy, a lapie go, pod wielka presja, jedna potencjalna mezatka, juz wczesniej wyznaczona przez panne mloda (jak nie zlapie to porazka, haha...). Goscie powoli sie wykruszaja, a hostessy obslugujace cala uroczystosc zaczynaja przygotowywac sale dla nastepnej pary. Idziemy na czesc tradycyjna. ![]() ![]() Od lewej: Young Ho, Paulina, starsza siostra (Noona), mama, Ania, Agnieszka, Lukasz W tle: wizanki slubne w stylu pogrzebowym ![]() ![]() ![]() Przylapani na usmiechu W stylu koreanskimPrzenosimy sie na inne pietro, do korytarza pelnego malych salek ustrojonych tradycyjnymi ozdobami koreanskimi. Pojawiaja sie kaczki - symbol wiernosci oraz tradycyjny poczestunek. Mloda para przebiera sie w pieknie zdobione tradycyjne stroje (z wypozyczalni). W pomieszczeniu odgrywaja scenki rodzajowe, np. noszenie panny mlodej na plecach (taki los...), albo lapanie w chuste czerwonych suszonych daktyli - bedacych symbolem plodnosci, czyli innymi slowy, prosba przyszlych dziadkow o wiele wnuczat, najchetniej plci meskiej... - rzucanych przez rodzicow pana mlodego. Young Ho upuszcza jeden owoc i jest troche smiechu :)) (Potem zartuje, ze i tak nalapal na cala druzyne pilkarska :))Mloda para pozuje do zdjec z kolejnymi czlonkami rodziny, a my - niczym paparazzi w samym centrum wydarzen - pstrykamy foty starszyznie i dzieciom, bo stanowia najciekawsze obiekty. Po sesji zwijamy sie na sikse.
Lukasz po kielichu albo dwoch ;)
Tesciowe ubily targu
Dwa swiaty
Zyczenia plodnosci
Fot. Paulini
PoczestunekSiadamy do stolu z przyjaciolmi Young Ho i jemy, jemy, jemy. Sala jest pelna gosci, nie tylko z naszego slubu, ale ze wszystkich innych, ktore sie skonczyly. Bardzo szybko mloda para, w zupelnie codziennych ubraniach, zawija tajemniczy tobolek z posagiem i wyrusza w podroz poslubna, zegnajac sie pobieznie z najblizszymi. My siedzimy dalej i... jemy :| Wreszcie decydujemy sie wyjsc. Podchodzimy do stolu rodzicow, sciskamy mame i - zgodnie ze stalym schematem - pietnascie razy mowimy na przemian "sugo hasejo" i "kamsa hamnida".
poniedziałek, 11 grudnia 2006
Kroniki towarzyskie
Pozegnanie Hyun Ju przed wyjazdem do dalekiego kraju o nazwie Polska
KOMBEEEEE!!!
Hyun Ju & Agnieszka
Ko Yn & Julia - tlumataczki, studentki polonistyki :)
E.J. & Hyun Ju vel. Jozek vel. Pasikonik Restauracja serwujaca Bulgogi w dzielnicy Indong, Gumi
Samgyupsal - boczek wieprzowy
Young Ho swietuje ostatnie godziny kawalerskiego zycia
A my razem z nim :D
W naszym akademikowym pubie
Na zdjeciu Kim vel. Kimchi vel. Kimpap (dla nas bardzo smieszne, dla niego mniej...)
Julia, Mi Kyoung (od soboty we Wroclawiu), Kim
kkk... Restauracja serwujaca swieze owoce morza w dzielnicy Indong, Gumi
![]()
![]()
Plywasz tak sobie beztrosko, az tu nagle ladujesz na talerzu... :(....... Fot. Young Ho i jego przyjaciele: Young Sok i Joy
Paulini i Young Ho - zgrana para fachowcow z Assembly :) (przed nimi Czue - surowa ryba)
piątek, 08 grudnia 2006
Na dachu
Na dach akademika mozna swobodnie wejsc o kazdej porze dnia i nocy. Ma swietny klimat - z jednej strony panorama na Gumi Industrial Zone, z drugiej - Gumosan.
Niedzielne przedpoludnie - Widok z dachu akademika na Gumosan
Tak jakby ktos mnie obserwowal... Dobrze, ze jest dzien, bo w nocy... w deszczu... klimat zywcem wyjety z "Dark Water"
czwartek, 07 grudnia 2006
Kuchnia koreanska 2
Koreanskie specjaly - ciag dalszyJak wspominalam w poprzednim odcinku o kuchni koreanskiej, Koreanczycy bardzo lubia jesc. W zasadzie wcale nie przestaja. Regularnie zapraszaja siebie i nas przy okazji na kolacje, a w zwiazku z popularnymi teraz "wczasami w Polsce na koszt firmy" (we Wroclawiu jest pelno Koreanczykow, a bedzie ich jeszcze wiecej), mamy wiele okazji do swietowania. W tym tygodniu bylam juz na 4 kolacjach :D W barach serwujacych np. Bulgogi, na ladach chlodzacych widzimy surowe mieso, ktore pozniej jemy, a w restauracjach rybnych z wielkich zbiornikow wodnych wybieramy zywe ryby (i inne owoce morza), ktore po dokladnym wyfiletowaniu trafiaja na nasz stol (bez najmniejszego rybiego zapachu). Po obfitym obiedzie w restauracji, Koreanczycy zwykle ida do baru, gdzie znowu jedza - najczesciej suszona kalamarnice z orzeszkami i sosem chili, ktora kroi sie nozyczkami w cienkie paseczki (wedlug nich oko jest najlepsze), swietna rybe suszona na slodko - Noga ri, ale takze panierowane kotlety schabowe (serio!) i frytki. Jedzenie sowicie zakrapiaja soju - popularnym 20% alkoholem w 30 ml szkle - na jeden strzal. Najczesciej pija czyste, ale zdarza sie tez black soju - z cola i green soju lub soju cha - z zielona herbata. Poza tym pija piwo OB albo HITE, ktore jest w porzadku, ale wedlug piwoszy do naszego sie nie umywa. Probowalam wszystkich potraw i napoi ;) zaprezentowanych ponizej (zdjecia pochodza z roznych zrodel, bo zwykle wole jesc niz fotografowac ;)) i wszystkie mi bardzo smakowaly - no moze wywar wolowy to nic specjalnego, ale cala reszta - cinkcia maszissojo!!
Haejangguk - lekko pikantny wywar wolowy z dodatkiem zakrzeplej krwi
Pierozki Mandu
Hong Hap Dzim - Malze w sosie chili
Czue - surowa ryba podawana z sosem sojowym z dodatkiem chrzanu Wasabi, pasta z soi Sam Dzang i slodko-ostrym sosem Ko Czu Dzang
Czue
Keran Dzim - pyszna zupa jajeczna
Al Pap - pyszny ryz z dodatkiem kim, warzyw i ikry
Al Pap
Corn Cheese - pyszny placuszek z kukurydzy i sera
Tan Mudzi - marynowana rzodkiew
Marin Odzin-a - Suszona kalamarnica ![]() ![]()
Soju - 20 %
Jeszcze wiecej soju |